Niedziela przyniosła nam chyba najbardziej nieszablonowe wydarzenia jakie tylko mogły się zdarzyć.
Gdy dowiedzieliśmy się o dyskwalifikacji Lewisa Hamiltona, momentalnie zmieniły się typy zwycięzców niedzielnego GP. Maldonado, podobnie jak po zdobyciu Pole Position, nadal miał według bukmacherów czy typujących niewielkie szanse na zwycięstwo. Powód? Obok niego ustawił się Fernando Alonso, za nim zaś Kimi Raikkonen.
Start to nic zaskakującego, prawda? Obrona Pastora wyglądała jak próba uniknięcia nieuniknionego, a Fernando bez większego problemu zdobył pierwszą pozycję. Potem jednak przyszedł czas na równą, bezbłędną jazdę i tutaj wyróżnili się zarówno Alonso jak i Maldonado. Pochwały jednak należą się głównie temu drugiemu, bo to on nosi etykietkę pay-drivera oraz jest debiutantem w F1. Jazda na drugiej pozycji, w dodatku z tak niewielką stratą do lidera, jest ogromnym obciążeniem psychicznym dla tak młodego gracza.
On jednak dał radę, pokazał że zasługuje na miejsce w F1. Nagrodą dla niego – większą niż drugie miejsce na które pracował – jest zwycięstwo, objęcie pozycji lidera po przyblokowanym Alonso. I tu znów zaczęła się presja, tym razem jechał pierwszy, miał niewiele okrążeń do mety i pościg na ogonie. Co ciekawe, pościg ten stanowił przede wszystkim Kimi, bo o ile Alonso trzymał się blisko Williamsa, o tyle na śledzeniu się skończyło. Ciekaw jestem jak potoczyłyby się losy wyścigu, gdyby Lotus objął druga pozycję i dogonił bolid Maldonado. Chociaż w sumie nie chcę wiedzieć, mimo ciekawości. Pastorowi się to zwycięstwo należało.
Potem jednak nie było czasu na świętowanie. Pożar w bolidzie Senny zakłócił całą radość, zniszczył boksy, sprzęt, poparzył kilku ludzi tak, że Ci musieli zostać w szpitalach. Sam Maldonado nie spoczął na laurach i włączył się w akcję, wynosząc m.in. swojego kuzyna. Rzadko można oglądać takie obrazki, ale po tym wydarzeniu Pastor jest bezsprzecznym bohaterem ostatniego weekendu.
Ciekawe co spowodowało pożar. W papierosa nie wierzę, jeszcze w padoku nie widziałem palącego człowieka, ani na nagraniach, ani na licznych zdjęciach. Może ogień to efekt kolizji z Schumacherem? Jeśli tak, to trzeba skrupulatnie przebadać bolid, w końcu Bruno mógł potem przejechać kilka zakrętów, więc bolid nie został mocno uszkodzony.
Interesujące jest, jak będzie sobie radził Williams w kolejnych wyścigach. Pamiętamy, jak Sergio Perez zdobył drugie miejsce w deszczowym wyścigu, ale poza tym Saubery nie zgłaszają pretensji do podium. Podobny los może czekać Williamsa. Wiele okaże się w Monaco, gdzie liczy się w większej mierze umiejętność zawodnika. Tam też stawiam na Kimiego.





Maj 16th, 2012
Michał Kozera


Przed GP Bahrajnu było wiele wątpliwości, zapewnień, obaw. Ostatecznie podjęto decyzję o wyjeździe do Królestwa. Wiadome było, że trwa tam konflikt oraz rebelia skierowana przeciwko władzy Hamada al-Chalifa, mimo to Bernie Ecclestone uznał, że Formule Jeden te wydarzenia nie zagrażają.
